Świat się wokół nas wciąż mniejszy staje, kontynenty na odległość dłoni są, samoloty jak z dziecinnych bajek, Ponad głową coraz szybciej niebo tną. Ludzie wciąż wędrują wielkim, głośnym stadem, z pomieszania mowy słychać jeden głos, zbudowano drugą, większą Wieżę Babel, Kto pamięta tamtej, pierwszej wieży los? Świat się kurczy jak przekłuty balon, człowiek też maleje szybko razem z nim, przerażony swą niewielką skalą, coraz bardziej samotnieje w tłumie tym. Stąd ucieczki nieprzytomne pustą drogą, jakby gdzieś coś za zakrętem było tam I te wiersze napisane dla nikogo, i te płótna pełne nostalgicznych plam.
czwartek, 12 stycznia 2012
Bananowa, niestety ...
Patrząc na ostatnie dwadzieścia lat trudno ukryć rozczarowanie zmianami w Polsce. Kiedy w 1989 padała komuna mieliśmy duże nadzieje, a dziś po ponad dwudziestu latach przypominamy niestety "republikę bananową":

Administracja krajem kuleje "zwijając się" do stolicy - pod hasłem decentralizacji i reform porzucane są kolejno ciążące władzy: sądy, szkoły, szpitale, urzędy, jednostki wojskowe. Reformy sprowadzają się do nieskoordynowanego i często haniebnego cięcia kosztów (np. sprawa leków refundowanych, jakby rzeczywiście z przewlekle chorych można było jeszcze coś wycisnąć).

Kolejne rządy ograniczały się do tępienia poprzedników, na szczęście w mniej krwawy sposób niż bywa w Afryce. Jednak dysponując usłużnymi mediami można zlikwidować oponenta równie skutecznie robiąc z niego idiotę lub samo zło, które trzeba zniszczyć. Czyli mamy do czynienia z klasycznym "upupieniem", bądź Gombrowiczowską "gębą".

Parlament pełni rolę podrzędną gdyż trafiają do niego ludzie totalnie niekompetentni lub, co gorsza,  skompromitowani, robiący z siebie pośmiewisko, będący tylko nic nie znaczącymi "szablami" potrzebnymi w czasie głosowania. Wyjątkowo ostro pokazały to ostatnie wybory, gdy wystarczyło rzucić parę inwektyw na Kościół, być homoseksualistą, lub za przeproszeniem "babą z brodą" by dostać się na Wiejską. To co mainsteram nazywa osiągnięciem, jest w rzeczywistości cyrkiem - bo to właściwe dla takich indywiduów miejsce.

Podobnie rzecz ma się z wszystkimi innymi funkcjami rządowymi, państwowymi, samorządowymi. Jak okiem sięgnąć nepotyzm, sami karierowicze, "wieczni dyrektorzy", kombinatorzy, którzy osiągnęli swoje stanowiska nie dzięki umiejętnościom, a znajomościom, lub jako nagrodę za wierną służbę u jakiegoś patrona.

Władza, z wierzchu demokratyczna, a przypominająca mafię, wykonuje polecenia "eurokołchozu", niczym marionetkowe rządy w Ameryce Łacińskiej lub Afryce. Ostatnie akcje Tuska sugerują, że mości sobie jakieś ciepłe europejskie posadki, na wypadek konieczności ewakuacji gdy już wyborcy przejrzą (o ile przejrzą) na oczy i mu podziękują.

Kolejne przykłady można mnożyć do znudzenia. Nie napawają one optymizmem. Ostatnia próba samobójcza pułkownika Przybyła, czy choćby przypominana ostatnio sprawa próby samospalenia byłego pracownika Urzędu Skarbowego i policjanta to tylko wierzchołek nierozwiązywalnego problemu, w którym jednostki nie są go w stanie samodzielnie rozwiązać. Systemy funkcjonujące w Polsce to patologia eliminująca uczciwych. Pewnie dlatego system podatkowy i skarbowy ma się doskonale, bo każdy jest traktowany jak potencjalny oszust.

Dobrym testem obnażającym słabość naszego Państwa jest choćby sprawa katastrofy smoleńskiej, licznych i wciąż nie wyjaśnionych wątpliwości, które są kwitowane kuriozalnymi stwierdzeniami, że "wszystko stało się zgodnie z procedurami". Na drugim biegunie jest inny test, który nazywa się WOŚP i powinien być powodem wstydu dla wszystkich, zwłaszcza z kręgów władzy, która tylko pierś na serduszka nadstawia. Wstydu, bo taka akcja, choć szlachetna nie powinna stać się instytucją wyręczającą władzę. W końcu to ich "psi obowiązek" zapewnić obywatelom służbę zdrowia, a nie wyciągać "wdowi grosz", choćby na szczytny cel.

Ale co się dziwić dzięki mediom Owsiak jest trendy, i warto sobie z nim fotkę trzasnąć, bo my "tacy dobrzy jesteśmy". To ostatnia cecha "bananowości": jest świetnie, jesteśmy w awangardzie,  media kreują władze na "przewodnią siłę", ale wszystko jest medialną bańką, która pęka, gdy przyjrzeć się uważniej.
czwartek, 03 listopada 2011
Krótko o pewnym księdzu
Zaraz, zaraz! Ks. Boniecki, o ile wiem jest przede wszystkim zakonnikiem, dopiero potem dziennikarzem, czy publicystą. Warto by posłuchał przełożonych, nawet jeśli się z nimi nie zgadza, szczególnie, że nie znamy szczegółów sprawy. Tu polecam świetny artykuł o posłuszeństwie. Poza tym zaskakuje zaskoczenie mainstream'u, jak również brednie o "kneblowaniu", czy udziale księży Marianów w polityce. Najciekawsze, że najgłośniej odzywają się ci, którzy są z dala od Kościoła.

To ks. Boniecki zwykł się zapędzać daleko od nauki Kościoła, a nie odwrotnie. Spokojnie poczekajmy i w miedzyczasie, polecam jeszcze jeden artykuł.
środa, 05 października 2011
Mniejsze zło

Ostatnie dni przed wyborami są wyjątkowo męczące. Na każdym słupie kandydat, w radiu, telewizji,  i jak w starym dowcipie strach otworzyć lodówkę, bo na pewno jakiś wyskoczy.  Oczywiście każdy chce nam zrobić dobrze, a jego konkurencja to samo zło. Zrzucanie win i przestrzeganie przed konkurentami jest szczególnie widoczne w reklamówkach i niestety znamienne dla „bananowych republik” – gdy nie mamy się czym pochwalić, trzeba straszyć wrogiem.

Obecna władza straszy opozycją przy pomocy celebrytów i przychylnych mediów, a nasz rodzimy „Zapatero”- pazernym Kościołem w internecie.  Taktykę straszenia wrogiem stosuje się niestety od wieków, i to z tym większym powodzeniem, im słabiej rozwinięte jest społeczeństwo obywatelskie. Słabość objawia się w tym, że można ludziom wcisnąć każdy kit żeby tylko na daną partię głosowali.

Różne „mędrki” – bo inaczej ich nie można nazwać  - zachęcają, żeby pamiętać jak to strasznie było za poprzednich rządów, ale to karkołomne zadanie, bo niestety porównanie realnych efektów rządów aktualnej koalicji z poprzednią wychodzi najwyżej na remis,  może nawet z lekkim wskazaniem na poprzednią.

Jednak finisz kampanii nie jest dobry miejscem na realne osiągnięcia np. w gospodarce, to czas wyciągania najgorszych i najbardziej idiotycznych demonów. Bardzo dobrze to ujął np. Robert Górski z KMN w skeczu „Jak PiS dojdzie do władzy”. „Atmosfera grozy” narasta, medialni ulubieńcy, cała gromada usłużnych  dziennikarzy na czele z Michnikiem i Lisem robi co może, to znaczy że wynik jest mocno niepewny dla naszej oligarchii.

Z drugiej strony wielu mówi, że nie ma i nie wie  na kogo głosować. To jest chyba jedyny moment w życiu politycznym kiedy wolno zastosować  tę zasadę – jeśli nie ma idealnego kandydata to trzeba głosować na takiego, który będzie „mniejszym złem”.  Jednak złudzenie marnowania głosu sprawa, ze lubimy głosować na kogoś, kto ma szansę się dostać i szkoda nam poprzeć kogoś kto ma tylko teoretyczne szanse. Nie mamy wpływu na polityków, którzy w dodatku uchwalili taką, a nie inną ordynację, jednak niegłosowanie jest najgorszym z możliwych wyborów.

wtorek, 23 sierpnia 2011
Polityczna prostytutka
Zbliżające się wybory są doskonałą okazją by zaistnieć. Specjaliści od PR mają pewnie swoje złote żniwa. Większość sił politycznych ma swoje mniej lub bardziej denerwujące poglądy i sposoby na ich prezentację. Jest jednak partia która jest wyjątkowo obmierzłą w tym i tak nieciekawym towarzystwie. Chodzi o tak zwaną partię "ludowców" - PSL. Nawet nie chodzi mi o to, że nieustannie wycierają sobie gęby wielkimi poprzednikami, czy tradycją, do której nie mają żadnego prawa. Podstawową sprawą, która jest przyczyną mojej niechęci, jest ich totalna bezideowość i gotowość "pójścia z każdym" - byle do władzy - stąd tez tytuł mojego wpisu. Podziwiam, ale z odrazą, typy takie jak Pawlak, jak potrafią trwać, uczepieni koryta, nie mając ani predyspozycji, umiejętności ani przede wszystkim kompetencji. Całe to towarzystwo  to relikty wzięte rodem z PRLu kombinujące jak tu załapać się na kolejną kadencję. Mistrzostwem public relations są ostatnie pomysły Pawlaka, który chce "moderować" debatę miedzy PO a PiS. Widzi, jakie są sondaże, i chce coś ugrać na konflikcie dwóch najsilniejszych ugrupowań. Ludowcy po raz kolejny kreują się na bezstronnych sędziów, "trzecią siłę", itp. Może ktoś "masowany" ciągłą papką z telewizji to kupi i jakoś przeczołgają się do kolejnego sejmu. Oby nie. Wciąż naiwnie wierzę, że prawo Kopernika w końcu nie zadziała.
piątek, 01 lipca 2011
Prezydencja Polski

Żyjemy w ciekawych czasach. Wszystkie media epatują się rozpoczęciem prezydencji Polski w eurokołchozie, trąbią jak to będzie wspaniale gdy Unia pod przewodem naszych światłych wodzów skieruje się ku pomyślnej przyszłości. Rządzący  - wiadomo, prężą piersi do medali, bo poparcie obywateli na pstrym koniu czasem jeździ i warto mieć awaryjny plan w postaci ciepłej posadki w Brukseli. Ale w tym zgiełku nieco wstydliwie dla mainsteramu pojawia się ciekawa wiadomość. Otóż nasz Sejm raczył nie odrzucić obywatelskiego projektu dotyczącego aborcji. To znamienne, że właśnie kraj „prezydentujący” podejmuje taką decyzję w tym dniu. To jest dopiero wkład w Unię! Wielu tych „ojców unijnych” z Brukseli pewnie szokuje, że taki ciemnogród będzie kierował UE.

Bez względu na intencje głosujących (wybory za pasem), którzy zawsze z tego tematu robią oręż polityczną dobrze się stało. Wreszcie pojawia się szansa na ochronę podstawowego prawa człowieka – prawa do życia. Wielu powie, że to ograniczenie wolności, prawa do wyboru itp. ale jak by tego nie ubierać w słowa aborcja jest zabójstwem.

Równie ważne jest, aby politycy oprócz przyjęcia ww. ustawy zapewnili ochronę dzieciom nie tylko poczętym, ale już narodzonym. Bo jakoś o tych drugich już się nie troszczą, a gdyby to robili to traciły by moc argumenty zwolenników aborcji, jak to „straszna jest Polska, bo nie pozwala zabić dziecka, i zmusza obywatelki do rodzenia”. Ciekawe, że to wszystko stało się w święto Serca Pana Jezusa i w dodatku w pierwszy piątek miesiąca.

wtorek, 12 kwietnia 2011
Rocznicowo

"Aż Maciek, dotychczas ponury,

Nieruchomy, wstał z ławy i wolnymi kroki

Wyszedł na środek izby, i podparł się w boki;

I spojrzawszy przed siebie, i kiwając głową,

Zabrał głos, wymawiając z wolna każde słowo,

Z przestankiem i przyciskiem: "A głupi! a głupi!

A głupi wy! na kim się mleło, na was skrupi.

To póki o wskrzeszeniu Polski była rada,

O dobru pospolitym, głupi, u was zwada?

Nie można było, głupi, ani się rozmówić,

Głupi, ani porządku, ani postanowić

Wodza nad wami, głupi! a niech no kto podda

Osobiste urazy, głupi, u was zgoda!

Precz stąd! bo jakem Maciek, was, do milijonów

Kroćset kroci tysięcy fur beczek furgonów

Diabłów!!!!"

W pierwszą rocznicę katastrofy smoleńskiej TVP1 wyemitowała film, w którym padły te słowa. Zapadły w pamięć, bo idealnie podsumowują wydarzenia, jakich ostatnio jesteśmy świadkami. Pokazują, że naszej klasie politycznej, bez względu na stronę barykady, brakuje klasy. Katastrofa w Smoleńsku jest skutkiem dwudziestoletnich zaniedbań, małostkowości  i nieodpowiedzialności polityków. A wszystko podlane sosem nienawiści mediów.

Tak naprawdę sprawą drugorzędną jest rola Rosji w tym wszystkim, mimo, że ewidentna jest jej współodpowiedzialność – najpierw za współuczestniczenie w przepychankach przed zeszłorocznymi uroczystościami, potem za wprowadzanie w błąd pilotów prezydenckiego Tupolewa i na koniec zacieranie śladów i utrudnianie śledztwa. Niemniej trzeba pamiętać o naszych wielowiekowych doświadczeniach ze wschodnim sąsiadem i dostrzegać grę jaką z nami Rosja prowadzi.

Polską racją stanu, bez względu na opcję i światopogląd, powinna być zawsze jedność na arenie międzynarodowej. I tu odpowiedzialność jest po stronie rządzącej partii, która przeniosła nasz lokalny spór na zewnątrz. Platforma, funkcjonująca w stanie nieustannej kampanii wyborczej, wraz z mainstreamowymi mediami , prezentuje swoich oponentów jako nieodpowiedzialnych awanturników. Przed katastrofą, w trakcie żałoby i teraz – zarzucano Kaczyńskim rusofobię, czy niemal faszyzm.

Ministerstwo Obrony Narodowej w osobie nieusuwalnego pana Klicha, z satysfakcją niemal, stwierdza, że nie ma sobie nic do zarzucenia, a latający złom, brak procedur bezpieczeństwa, wykorzystywanie zasobów do gry politycznej, to wymysł opozycji. Dlaczego doszło do tylu zaniedbań – skrajna nieodpowiedzialność, głupota, a może sabotaż? Tego pewnie nie dowiemy się nigdy.

Rząd, oddający śledztwo ręce Rosji i podpierający to absurdalnymi tezami, też wykazał niewyobrażalną, delikatnie mówiąc, niefrasobliwość. Ale na niefrasobliwość to może sobie pozwolić Kowalski robiąc nieprzemyślane zakupy w warzywniaku, a nie Premier państwa, które właśnie stanęło w obliczu niespotykanej katastrofy. To zresztą charakterystyczne dla pana Tuska, który zawsze był wysoce niemerytoryczny, a każdy jego wywód to czysta gra emocjami.

Suma wszystkich zaniedbań, oraz ostentacyjne lekceważenie zmarłych, połączone z seansami nienawiści usłużnych mediów prowadzi do eskalacji sporu z opozycją.  Kaczyński, jakby nie zauważając  tej manipulacji daje się wciągnąć w spór, który prowadzi do utrwalenia jego wizerunku jako opętanego żądzą władzy „oszołoma”.  Odwołuje się do swojego moherowego elektoratu i deklaruje „odnowę moralną”. Niestety, nie zbliży to nas ani do wyjaśnienia wszystkich okoliczności tragedii smoleńskiej, a uczyni z niej swoisty totem do walki w zbliżających się wyborach.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 17